Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzę ja, Marcin z Dąbrowy Górniczej. Odkąd jestem na bikestats prześmigałem 3540.16 kilometrów w tym 982.50 nie na asfalcie. Jeżdżę z baaaardzo cięęężko wypracowaną średnią 19.83 km/h .
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy marcin1111.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2010

Dystans całkowity:516.00 km (w terenie 68.00 km; 13.18%)
Czas w ruchu:27:00
Średnia prędkość:19.11 km/h
Maksymalna prędkość:51.00 km/h
Liczba aktywności:10
Średnio na aktywność:51.60 km i 2h 42m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
91.00 km 0.00 km teren
03:55 h 23.23 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 8

Wtorek, 20 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Krynica - Tarnów


Dane wyjazdu:
11.00 km 0.00 km teren
00:34 h 19.41 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 7

Poniedziałek, 19 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Przygotowania do wyjazdu, odwiedzamy biedronkę, siedzimy trochę na rynku zdrojowym, poza tym nic ciekawego

Dane wyjazdu:
88.00 km 15.00 km teren
04:30 h 19.56 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 6

Niedziela, 18 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Dzisiaj po 3 dniach obijania się w końcu coś ambitnego, trasa ciekawa, dużo miejsc do zwiedzenia, nie ma bardzo dużego upału, jedzie się świetnie, nikt nie marudzi, w Wysowej jemy Niedzielny dwudaniowy obiad :D następnie zwiedzamy Ujście Gorlickie i powolutku w większości pod górkę wracamy do bazy



zdjęcia wkrótce...

Dane wyjazdu:
11.00 km 4.00 km teren
01:00 h 11.00 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 5

Sobota, 17 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Dziś poświęcamy dzień na zwiedzanie Krynicy. W zasadzie nic co by można opisywać, wjechaliśmy na Górę Parkową ;) Dziś dla odmiany dość sporo popadało

podjazd pod górę parkową © marcin1111


na górze parkowej © marcin1111


zachód słońca na górze parkowej © marcin1111


Kapliczka na Górze Parkowej © marcin1111
\

Dane wyjazdu:
39.00 km 12.00 km teren
02:18 h 16.96 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 4

Piątek, 16 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Powroźnik - Wojkowa - Krynica
Z powodu upałów grupa dzisiaj postanowiła zostać w ośrodku, ja tego nie mogłem znieść i już od rana szukałem jakiejś trasy na wieczór +- 40km w terenie.
Postanowiłem jechać do Powroźnik na południe, następnie do Wojkowa pod granicę a następnie wzdłuż granicy jechać na południowy zachód do Leluchowa, stamtąd do Muszyny i asfaltem do bazy.
Wyjazd po 16, słonko jeszcze grzało mocno, szybko zajechałem do Wojkowa a stamtąd zaczęła się mordęga. Przywitał mnie dość stromy polny podjazd, a właściwie podejście. Co kilkadziesiąt metrów musiałem odpoczywać, słoneczko sadziło prosto w plecy i byłem caluśki mokrutki (dobrze że miałem spory zapas napojów). Miałem cały czas trzymać się żółtego szlaku aż do momentu kiedy będzie rozwidlenie i pojawi się szlak czerwony który biegnie wzdłuż granicy do Leluchowa - tutaj zaczęły się pierwsze problemy a mianowicie nie było czerwonego szlaku tam gdzie powinien być, na chwile gdzieś na drzewie się nawet pojawił ale później znikał, droga się kończyła i lipa, spędziłem na poszukiwaniach dobre pół godziny i już wiedziałem że nie zdążę zrobić całej trasy. Czerwonego nie znalazłem ale kierując się doświadczeniem wpadłem w bezdroża i szedłem w kierunku w którym na mój nos powinienem dojść do granicy a jako że słupki graniczne są numerowane (na mapie również) to dzięki temu pewnie zlokalizuje swoje położeni. I tak też się stało, po jakiś 2km błądzenia znalazłem słupek a zaraz potem czerwony szlak :D tylko wtedy już słoneczko zachodziło za wysokie góry, nie chciałem wracać bo bałem się że nie trafię z powrotem, więc pojechałem wzdłuż szlaku czerwonego tak jak planowałem. Po kilku kilometrach znalazłem odnogę która prawdopodobnie wiodła do Wojkowa od drugiej strony, z tą nadzieją zjechałem w dół i już po chwili znalazłem drogowskazy do wsi. W lesie minąłem jakąś grupę cyganów rozbijającą namioty, dziwny i niespotykany widok ;) . Z Wojkowa wróciłem do Bazy tą samą drogą.

?12817025062327

zdjęcia wkrótce...

Dane wyjazdu:
56.00 km 15.00 km teren
03:00 h 18.67 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 3

Czwartek, 15 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Muszyna - Wierchomla - Runek
Na dzisiaj osobiście przygotowałem trasę i wreszcie coś się zaczęło dziać, chłopaki dostali taki wycisk że chyba tego nie zapomną :D
Kierunek na południe do Muszyny
rynek w Muszynie © marcin1111

bardzo szybko bo ciągle w dół, z Muszyny cały czas główną trasą wzdłuż granicy i rzeki (czyli nadal w dół) do Wiercholmy.
koścółek drewniany © marcin1111

szosa © marcin1111

Po drodze jemy obiad (pierogi) i zbliża się godzina 15 czyli największe upały, ja zdążyłem sobie na jednym postoju uzupełnić zapasy wody ale reszta niestety nie, mieli coś tam jeszcze i twierdzili, że kupią napoje gdzie indziej. Ale później sklepu oczywiście nigdzie nie było, ukrop niesamowity, zero wiatru, zero chmur, chłopaki wysiedli bardzo szybko, więc pojechałem przodem poszukać jakiegoś sklepu, w końcu coś się znalazło, każdy zakupił sobie po 1,5 napoju plus wodę na drogę, a drugie tyle wypiliśmy przed sklepem ;). Smigneliśmy dalej aby niebawem zjechać na szlak turystyczny leśny, i dopiero tutaj zaczęły się trudności ponieważ w ciągu 7km musieliśmy wznieść się o jakieś 600m w górę na szczyt Runek, z chłopakami było ciężko.
Szlak na Runek © marcin1111

Szlak na Runek © marcin1111

Ja z Mariuszem dawaliśmy radę raczej bez problemu ponieważ zawsze co najmniej 2 razy dłużej odpoczywaliśmy niż Maciek i Tomek w oczekiwaniu na nich, poza tym Tomek zaczął okropnie marudzić i atmosfera zrobiła się dosyć nieprzyjemna bynajmniej dla mnie, dla tego aby nie denerwować się postanowiłem samotnie dokończyć trasę i wszystko było by wspaniale gdybym tylko nie zapomniał zabrać klucza od Mariusza do naszej bazy, efekt był taki, że 2 godziny musiałem czekać na resztę przed ośrodkiem, ale to było chyba i tak lepsze niż jechać z chłopakami i się wkurzać od tego marudzenia. Wracając do wycieczki, pod sam Runek wjechałem sam, to był chyba najlepszy podjazd jaki zaliczyłem w czasie tego wyjazdu.
Szlak na Runek © marcin1111

Szlak na Runek © marcin1111

Ów podjazd był trasą jakiegoś maratonu mtb ponieważ wisiały kartki na drzewach z kierunkami jazdy. Droga wyglądała mniej więcej tak: Wzdłuż drogi 2 rowy stworzone przez rzekę która musi tędy płynąć okresowo, w rowach dość duże kamienie a po bokach korzenie i zaraz drzewa a więc ścieżka dosyć wąska, podjazd najbardziej strony jak dotychczas, cały czas trzeba było wybierać którą stroną drogi jechać, czy wjechać w jeden z rowów i przeprawiać się przez kamienie czy też zaryzykować upadek i jechać przez wysokie korzenie na wąskim poboczu. Po kilkunastu minutach znalazłem się na szczycie, teraz zjazd taką samą drogą więc chyba jeszcze bardziej niebezpiecznie i jeszcze trudniej, na szczęście obyło się bez wypadku, rower także wyszedł bez szwanku, ani jedna dętka nie poszła. Od szczyru Runek do samego ośrodka zjeżdżałem w dół.
widok ze szczytu Runek © marcin1111

Reszta brygady zgubiła szlak i dotarła z dosyć dużym opóźnieniem, dla mnie był to najlepszy dzień wyprawy, dla reszty? No cóż, chyba nie bardzo, ale nie przyjechali naburmuszeni, więc humory musiały się poprawić odkąd ich opuściłem, Tomaszowi całkowicie poprawił się humorek po kąpieli i już wszystko było w normie ;)
podczas czekania na miejscu zrobiłem kilka fotek mojemu specjaliście:
specialized © marcin1111

mtb bike © marcin1111

mtb bike © marcin1111




Dane wyjazdu:
53.00 km 7.00 km teren
02:54 h 18.28 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 2

Środa, 14 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Dzisiaj w planach Jaworzyna, nie daleko, ale za to ciężko. Słonko oczywiście nie pozwalało o sobie zapomnieć.
Śmigamy rowerami przez Krynicę cały czas w dół aż do pierwszych i chyba jedynych świateł drogowych w tym mieście. Na światłach w prawo i teraz już nieustannie pod górkę, kiedy podjeżdżamy pod wyciąg gdzie zaczyna się szlak prowadzący na szczyt jaworzyny nasi dwaj nowicjusze decydują się na wjazd kolejką linową na górę, a nas zostawiają z podjazdem - no i bardzo dobrze - ja bym nie przeżył jak bym miał targać gdzieś na górę rower kolejką, jeszcze za to płacić a mieć możliwość wjazdu tam na rowerze ;) . Ale trzeba przyznać że koledzy dobrze zrobili bo nie dali by rady.

podjazd pod Jaworzyne Krynicką © marcin1111


No to puszczamy się szlakiem rowerowym pod górę, droga wije się dookoła góry, po przejechaniu może z 5 km dojeżdżamy do barierki i napisu: "surowy zakaz wstępu, wycinka lasu". I teraz mamy 2 wyjścia, wrócić się na początek i obrać szlak pieszy (gdzie wg. mojej mapy da się przejechać rowerem, albo skrócić sobie drogę i wspiąć się pod stok narciarski który niedawno mijaliśmy i dostać się na drogę która go przecina i później łączy się z szlakiem rowerowym który na początku obraliśmy, tyle że omija część zamkniętą dla turystów. Wybieramy opcję drugą pod namową Mariusza, który nie chce się wracać na początek - i to był największy dzisiejszy błąd. Słoneczko pięknie grzało na stok (widocznie nie był to stok północny tylko południowy) a my praktycznie pionowo wspinaliśmy się pod to targając za sobą rowery.

podejście pod stok narciarski w poszukiwaniu szlaku © marcin1111


Podejście pod stok narciarski w poszukiwaniu szlaku rowerowego © marcin1111


Kilometr pokonaliśmy w jakieś 1,5h i właśnie wtedy doszliśmy do tej drogi o której Mariusz mówił (zajęło nam to 3 razy więcej czasu niż jakbyśmy się wrócili i podjechali inną drogą). Jedziemy jeszcze jakąś godzinę, droga coraz bardziej stroma, przełożenie 1x3 i powoli, powoli do przodu.

Odpoczynek przed ostatnimi kilkometrami na Jaworzyne © marcin1111


Na szczycie czekają na nas znudzeni kompani (ale cóż, sami chcieli). Wcinamy razem po pizzie, kilka pamiątkowych zdjęć i ruszamy w dół.

Przed wyciągiem na Jaworzyne © marcin1111


Na Jaworzynie © marcin1111


Sam zjazd był bardzo fajny: trudny, techniczny, bardzo dużo kamieni, korzeni, luźnych gałęzi. Bałem się trochę o hamulce ponieważ jeszcze od poprzedniego wypadu nie zostały wymienione okładziny ale dały radę i dadzą jeszcze kilka dni, nowe klocki są w drodze i listonosz ma je dostarczyć pod adres schroniska w którym mieszkamy na moje nazwisko. Wracając do wycieczki. Po zjechaniu miałem spory zapas czasu, w oczekiwaniu na resztę wykonałem kilka telefonów do rodzinki. Po kilkunastu minutach reszta dojeżdża. Biorę od Mariusza klucz i śmigam na kwaterę. Reszta chciał jeszcze pozwiedzać trochę, jechać na rynek itp a mnie śpieszno było pod prysznic ;) . Kiedy wróciłem okazało się że klocki już na mnie czekają. Jako że pierwszy raz zmieniam okładziny w hamulcach dopiero testuję i szukam odpowiednich, pierwszy raz zakupiłem najtańsze jakie się dało - organiczne unex - 25zł. Jeszcze ich nie zmieniam, będę je wozić przy sobie, stare chce wykorzystać maksymalnie jak się tylko da. ;)



Dzień się kończy a ja na liczniku mam niecałe 30km - hańba mi jeśli przyjechałem na wycieczkę rowerową i będę robić tyle km dziennie. Z tą myślą wybrałem się samotnie na południe do Powroźnik, a stamtąd do Tylicza na północny wschód - jechało się genialnie, do Powroźnik cały czas z górki a stamtąd do Tylicza cały czas z wiatrem, powrót krótszą drogą na zachód od razu do Krynicy - 3km ostrego podjazdu a następnie drugie tyle ostrego zjazdu do Krynicy. Całość zajęła mi niecałą godzinkę, no i przynajmniej mogłem z zadowoleniem i ochotą drugi raz wskoczyć pod chłodny prysznic :D.



Dane wyjazdu:
39.00 km 0.00 km teren
02:05 h 18.72 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 1

Wtorek, 13 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Uczestnicy:
Mariusz - mój stały kompan w corocznych dłuższych wypadach rowerowych.
Tomek - rok temu kupił nowy rower, na naszej wycieczce pierwszy raz.
Maciek - podobnie jak Tomek, z tym że Maciek nie kupował nowego roweru a wybrał się z 20-letnim stalowym rumakiem
Marcin - Ja
Pobudka o 4 rano i gazu na pociąg, na peronie czekają już na mnie kompani poza Maćkiem, który po chwili dojeżdża. Wsiadamy w wagon i ruszamy na Beskid. W Krakowie i w Tarnowie przesiadka. Pierwszy raz widziałem dworzec w remoncie - środek już skończony:
Dworzec w Tarnowie © marcin1111

Wysiadamy w Grybowie by resztę trasy pokonać rowerem. Zostało nam około 40km do Krynicy - Słotwiny gdzie mamy zarezerwowaną kwaterę.
skutki upałów © marcin1111

chmurzasto © marcin1111

Upał niesamowity i po 10 minutach wyższego tempa z sakwami robi mi się słabo, więc wskakuję do cienia i czekam na resztę. Dochodzę do wniosku, że jeśli chce dojechać cały (a takie jest założenie ;) ) to muszę tempo nieco obniżyć i tak ograniczam się do 20kmh na prostej i 15kmh pod górkę no i jakoś idzie.
w drodze © marcin1111

Nie obyło się bez częstych postoi. Życie nam ratowały częste przeprawy przez rzekę gdzie mogliśmy się zwilżyć i obmyć od potu, działo się tak ponieważ praktycznie wszystkie mosty jakie mijaliśmy były uszkodzone i zorganizowane były przejazdy przez rzekę obok tychże mostów.
zerwane mosty © marcin1111

gaszenie pragnienia © marcin1111

Co jakiś czas uzupełniamy zapasy picia w sklepach. Na Słotwiny dojeżdżamy o około 18. Na 4 dostajemy 8 osobowy pokój z łazienką plus kuchnię turystyczną. Nie patrząc na nic wszyscy po kolei idziemy się myć (w kolejności takiej jak zajechaliśmy ;) inaczej byśmy się pozabijali :D ).
piękne drewniane kościółki jakie mijaliśmy po drodze:
kościół drewniany © marcin1111

kościół drewniany © marcin1111


Dane wyjazdu:
57.00 km 0.00 km teren
02:44 h 20.85 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Mały dzień 2

Środa, 7 lipca 2010 · dodano: 08.07.2010 | Komentarze 0

Rankiem pakujemy sakwy i zakładamy na rower ponieważ nie będziemy już wracać. Plany na ten dzień nie są jasne, wszystko zależy od kondycji i pogody.

Droga do Żywca © marcin1111


elektrownia przy zaporze wodnej nad solą © marcin1111


Nad zaporą Jeziora Żywieckiego © marcin1111


Nad zaporą Jeziora Żywieckiego © marcin1111


Jedzie się bardzo przyjemnie, pierwszy dłuższy postój robimy w Zarzeczu nad jeziorem Żywieckim, zjadamy kanapki i kabanosy.

Jezioro Żywieckie © marcin1111


Ustalamy, że dojeżdżamy do Węgierskiej Górki i tam wsiadamy w pociąg do Domku. Ten odcinek nie należał do najprzyjemniejszych, dość duży odcinek pod górkę a przy tym silny wiatr w twarz (aż do Lipowej), nadchodzi w końcu rekompensata, zwrot o 90* i droga w dół z wiatrem bocznym przez Twardorzeczkę, Radziechowy w zasadzie do samego dworca.

Peron - Węgierska Górka © marcin1111


Powrót pociągiem nie odbył się bez przygód. Nie dość, że musieliśmy wcisnąć się w pulmana:

jak sardynki w pulmanie © marcin1111


to w połowie drogi zepsuła się lokomotywa, czekamy jakiś czas, dowiadujemy się ze nowy wagon ciągnący przyjedzie za jakieś 40min. Nagle powstaje duże poruszenie, mija nas inny pociąg na tej samej trasie i zatrzymuje się na pobliskim peronie (w jakiejś wsi), cały pociąg biegiem wysiada i pakuje się do nowego, my na nic takiego przygotowani, rowery upakowane w jednym pokoiku, myślimy więc, że nie ma szans zdążyć na ten pociąg, okazało się, że szansa była i to dość spora, a my z niej nie skorzystaliśmy. W efekcie cały pulman był do naszej dyspozycji i sami jakby w prywatnym pociągu w końcu dojechaliśmy do Katowic. Oczywiście nie zdążyliśmy na planowany pociąg z Katowic ale zdążyliśmy na jakiś opóźniony do Częstochowy więc wbijamy w niego. Jedziemy, jedziemy.... Dąbrowa Górnicza Centrum to ostatnia stacja na jakiej się zatrzymał, mnie już zaczyna trafiać, nie dość, że zepsuł się pociąg to wsiedliśmy w jakieś g...o które nie zatrzymuje się na wszystkich stacjach (a pisało, że jest to ir przyspieszony - a te zatrzymują się na mojej stacji - pkp kochane) dojechaliśmy do Łaz - tam raczył stanąć. Ciemno jak w d...e a nas czeka jeszcze 20km drogi powrotnej do domku :D

panorama na jezioro żywieckie © marcin1111




Dane wyjazdu:
71.00 km 15.00 km teren
04:00 h 17.75 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Mały dzień 1

Wtorek, 6 lipca 2010 · dodano: 08.07.2010 | Komentarze 0

Pociągiem do Bielska a stamtąd na rowerkach dziargamy do Kobiernic do Wujka Mariusza, rozmontowujemy sakwy, jemy coś i ruszamy w teren.
Celem naszym jest głównie Góra Żar, jedno o tej górze mogę powiedzieć: na pewno nie podjeżdża się pod nią bez pedałowania :) Zanim startujemy w kierunku ww celu decydujemy się na trochę terenu leśnego i obieramy szlak wiodący do ruin zamku Wołek. Jak to każdy zamek ten też był położony na ładnym wzniesieniu, z powrotem szybki zjazd po rowach, kamieniach i trawersach.

Tablica informacyjna na temat zamku © marcin1111


widok na beskid mały © marcin1111


szlak rowerowy rezerwatu "buczyna na zasolnicy" © marcin1111


ciąg dalszy szlaku © marcin1111


Kiedy dojeżdżamy do zabudowań wkręca mi się w tylny zacisk hamulca ładny kawałek folii budowlanej, trzeba było ściągnąć koło i wyciągać skrawki podartej folii. Przy okazji doszedłem do wniosku że klocki hamulcowe nie są już w najlepszym stanie i będzie trzeba je w najbliższym czasie wymienić, ruszamy dalej a tutaj tzw. zong. tylny hamulec nie hamuje. klocki trą się o tarczę ale nie idzie zablokować koła: czyżby klocki były już w tak marnym stanie? Przestraszyłem się trochę i zrezygnowaliśmy z dalszej jazdy po lasach i obraliśmy wcześniej niż myśleliśmy kierunek: Góra Żar. Wracając do klocków najprawdopodobniej to reszki stopionej folii na klockach uniemożliwiały hamowanie a same klocki wytrzymają jeszcze jakieś 200-300km. W drodze na Górę Żar jemy Pizzę w Międzybrodziu Bialskim.

W drodze do Międzybrodzia Żywieckiego © marcin1111


Na zaporze wodnej Jeziora Międzybrodzkiego © marcin1111


panorama na jezioro międzybrodzkie © marcin1111


Na samą górę chcemy wjechać od północy szlakiem a nie asfaltem (podobno jest tam zakaz wjazdu). Po jakiś 2km podjazdu ukazuje nam się barierka a za nią dość porządne osunięcie terenu (skutki deszczów i powodzi), jesteśmy więc zmuszeni zrezygnować z tej drogi i udajemy się na asfaltowy podjazd od południa.

szlak czerowny na górę żar © marcin1111


W drodze do Międzybrodzia Żywieckiego © marcin1111


W drodze do Międzybrodzia Żywieckiego © marcin1111


Okazało się że zakaz wjazdu obowiązuje jedynie samochody i na rowerach możemy spokojnie podjechać. Po drodze zaczyna się chmurzyć i spada deszcz.

panorama na Międzybrodzie Żywieckie © marcin1111


podjazd na górę żar © marcin1111


Na samej górze niestety jest bardzo zimno a my toniemy w chmurach, nic nie widać, nic nie słychać - nici z pięknych widoków.

Góra Żar - szczyt © marcin1111


widok z Góry Żar © marcin1111


Na szczycie pijemy herbatę i czekamy na poprawę pogody, niestety taka nie następuje i decydujemy się na mrożący krew w żyłach i w ogóle wszystko zjazd w dół. W efekcie nie było tak źle i po kilkunastu minutach jesteśmy na samym dole, w powrocie zatrzymujemy się w tej samej restauracji gdzie jedliśmy pizze aby przeczekać ulewę która przed chwilą się zaczęła. Po kilkunastu minutach deszcz ustaje a my wracamy do bazy wypadowej. Pijemy herbatę i czekamy na mecz półfinałowy.