Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzę ja, Marcin z Dąbrowy Górniczej. Odkąd jestem na bikestats prześmigałem 3540.16 kilometrów w tym 982.50 nie na asfalcie. Jeżdżę z baaaardzo cięęężko wypracowaną średnią 19.83 km/h .
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy marcin1111.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

wycieczki kilkudniowe

Dystans całkowity:641.00 km (w terenie 90.00 km; 14.04%)
Czas w ruchu:33:20
Średnia prędkość:19.23 km/h
Maksymalna prędkość:65.00 km/h
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:49.31 km i 2h 33m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
17.40 km 4.00 km teren
01:03 h 16.57 km/h:
Temperatura:30.0
Podjazdy: m

Beskid Makowski dzień III

Piątek, 8 lipca 2011 · dodano: 10.07.2011 | Komentarze 0

Dziś do godziny 10 musimy się wykwaterować co by nie płacić za kolejną nockę, bagaże zostawiamy w recepcji i uderzmy na Lanckoronę. Z rana słonecznie i ciepło
dziś już krótsza wycieczka, o 16 mamy pociąg powrotny. Lanckoronę zdobywamy w miarę wcześnie, zwiedzamy stare zabudowania, wspinamy się na ruiny zamku. Zaczyna się chmurzyć i kiedy jemy lody na rynku spada pierwszy deszcz, po chwili zjeżdżamy na dół i wracamy do Kalwarii. Mamy dużo czasu, jemy obiad, później kremówkę, herbatkę itd. W międzyczasie mamy oberwanie chmury i ściana deszczu spada na klasztor. W odpowiedniej porze odbieramy bagaże i zjeżdżamy do centrum, a później na dworzec. Wracamy do domu.
#lat=49.85104&lng=19.66501&zoom=13&type=1
Zdjęcia:
podczas postoju w drodze na Lanckoronę postanowiliśmy walnąć se fote:
wspólne zdjęcie w drodze na Lanckoronę © marcin1111

na szczycie:
Na szczycie góry © marcin1111

ruiny zamku:
ruiny zamku w Lanckoronie © marcin1111

tak tak, wygląda jak wejście do morii (z odrobiną wyobraźni :P )
Ja i tajemnicza brama © marcin1111

w planach jest też filmik z wycieczki, jak znajdę czas i go skleję jakoś sensownie

Dane wyjazdu:
58.60 km 8.00 km teren
02:40 h 21.98 km/h:
Temperatura:27.0
Podjazdy: m

Beskid Makowski dzień II

Czwartek, 7 lipca 2011 · dodano: 10.07.2011 | Komentarze 0

Dzisiejszy cel to Wadowice i Inwałd.
Pogoda słoneczna, zero chmurki - typowy piekarnik
Wyjazd o godzinie 10:30, na dobry początek konkretny 2km podjazd, tak na rozgrzewkę, zaraz potem wjeżdżamy w teren i właściwie szlakiem rowerowym dojeżdżamy do samych Wadowic, jedzie się o wiele przyjemniej niż wczoraj pomimo teoretycznie mniej przyjemniej pogody i jednego odcinka drogi... No właśnie, wróćmy do szlaku rowerowego. Droga szutrowa pomalutku zamieniała się w dróżkę, później w dróżyczkę, dróżyczuńkę następnie zabrakło mi zdrobnień i nie było już nic poza wielkimi trawami, po chwili napęd był zapchany od zielska i trzeba było prowadzić, do tego owady doprowadzały do szału. 20min prowadzenia i po "wyczyszczeniu" napędu znowu można było wsiąść na rower i jechać. W Wadowicach cały rynek rozkopany więc zjedliśmy kremówkę (choć co raz bardziej przypomina już karpatkę), trochę posiedzieliśmy w cieniu i ruszyliśmy na Inwałd do sławnego parku miniatur. W czasie drogi znowu trochę zabłądziliśmy, ale mili mieszkańcy tamtych terenów szybko pokazali nam jak dotrzeć na główny trakt, więc nie straciliśmy dużo czasu.
W Inwałdzie poza zwiedzaniem zjedliśmy obiad, pojeździliśmy gokartami na których rozwaliłem sobie telefon... i przeszedłem labirynt.
Powrót inną drogą, na kwaterze byliśmy o 19. Bardzo przyjemnie się jechało i po raz pierwszy w życiu miałem wrażenie, że w sumie było więcej z górki niż pod górkę ;)

zdjęcia:
Mariusz pokonuje wspomniany podjazd na początku trasy:
Po mocnym podjeździe © marcin1111

wspólna fota (autor: bagażnik rowerowy roweru Mariusza)
wspólna fota przy kapliczce © marcin1111

A teraz zrobili zdjęcie mi :D :
Na rowerze © marcin1111

i drugie:
na rowerze © marcin1111

Taką tabliczkę znaleźliśmy po drodze ;)
Alaska © marcin1111

A dzisiaj taka panorama:
panorama na ziemię Kalwaryjską © marcin1111

zdjęcia z Inwałdu - parku miniatur. Figury zarombiaście realistyczne i wiernie odwzorowane, zamieszczę tylko kilka, polecam każdemu jechać i obejrzeć:
Bigben - Inwałd © marcin1111

Plac Świętego Piotra © marcin1111

koloseum - Inwałd © marcin1111

Zamek w Będzinie - Inwałd © marcin1111

wenecja - Inwałd © marcin1111

labirynt pokaźnych rozmiarów ale udało się znaleźć wyjście :)
labirynt - Inwałd © marcin1111

no i powrót
na rowerze © marcin1111


Dane wyjazdu:
49.00 km 10.00 km teren
02:37 h 18.73 km/h:
Temperatura:15.0
Podjazdy: m

Beskid Makowski dzień I

Środa, 6 lipca 2011 · dodano: 10.07.2011 | Komentarze 0

3-dniowa wycieczka na Beskid Makowski w okolicy Kalwarii Zebrzydowskiej.
Wyjeżdżamy późnym rankiem około godziny 9, pociągiem do Kalwarii, tam wynajmujemy kwaterę u Bernardynów ot tak żeby było gdzie przenocować i się umyć. Od rana pada deszcz, nie bardzo obficie, ale ciągle, kiedy zajeżdżamy około godziny 14 przestaje i robi się bardzo przyjemna pogoda do jazdy na rowerze, przyjemny chłodek, bez słońca, ale też bez deszczu.
W teren wyjeżdżamy dopiero o 16, więc dużo nie zwiedzimy. Nie mamy konkretnego celu w postaci miejscowości, jedziemy tak daleko na południe w góry aby zdążyć wrócić na 21. Staramy się jechać jak najczęściej ścieżkami leśnymi, szlakami pieszymi i rowerowymi, już po pierwszych minutach rowerek był odpowiednio ubłocony, gleba była mokra po całodniowym deszczu i dużo błota sypało spod kół. Często robiliśmy przerwy, pomimo sprzyjającej pogody jechało się ciężko, co chwile podjazdy 10-14% - mimo wszystko lubię to :) Kilka razy pomyliliśmy drogę, raz nawet po połowie godziny jazdy wróciliśmy w to samo miejsce :D Kryzysowa sytuacja była po wieczór, godziny 21:00 a my zjechaliśmy w jakieś pola z 3 stron otoczonych rzeką (mapa mówiła coś innego), czas naglił bo o 22:00 bramy klasztoru są zamykane i był by problem. Mogliśmy próbować przeprawiać się przez rzeczkę albo wrócić się. Ostatecznie znaleźliśmy miejsce gdzie wody było na tyle wąsko że można było przejść na drugi brzeg. Wylądowaliśmy u kogoś na podwórku :P a do klasztoru zdążyliśmy.

zdjęcia:
las zaraz po opuszczeniu klasztora
Kalwaryjskie lasy © marcin1111

kilka panoram na Beskid Makowski a przynajmniej jego część:
Panorama na Beskid Makowski © marcin1111

Panorama na Beskid Makowski © marcin1111

Panorama na beskidzkie pola © marcin1111

takie tam...
rower widziany oczami jeźdźca ;) © marcin1111

Mariusz po kolejnym podjeździe:
Po kolejnym podjeździe © marcin1111

a teraz piękny widok na pola przy zachodzącym słońcu:
pola w blasku zachodzącego słońca © marcin1111

i powrót do klasztoru, już robiło się ciemno
Klasztor w Kalwarii © marcin1111


Dane wyjazdu:
91.00 km 0.00 km teren
03:55 h 23.23 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 8

Wtorek, 20 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Krynica - Tarnów


Dane wyjazdu:
11.00 km 0.00 km teren
00:34 h 19.41 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 7

Poniedziałek, 19 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Przygotowania do wyjazdu, odwiedzamy biedronkę, siedzimy trochę na rynku zdrojowym, poza tym nic ciekawego

Dane wyjazdu:
88.00 km 15.00 km teren
04:30 h 19.56 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 6

Niedziela, 18 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Dzisiaj po 3 dniach obijania się w końcu coś ambitnego, trasa ciekawa, dużo miejsc do zwiedzenia, nie ma bardzo dużego upału, jedzie się świetnie, nikt nie marudzi, w Wysowej jemy Niedzielny dwudaniowy obiad :D następnie zwiedzamy Ujście Gorlickie i powolutku w większości pod górkę wracamy do bazy



zdjęcia wkrótce...

Dane wyjazdu:
11.00 km 4.00 km teren
01:00 h 11.00 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 5

Sobota, 17 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Dziś poświęcamy dzień na zwiedzanie Krynicy. W zasadzie nic co by można opisywać, wjechaliśmy na Górę Parkową ;) Dziś dla odmiany dość sporo popadało

podjazd pod górę parkową © marcin1111


na górze parkowej © marcin1111


zachód słońca na górze parkowej © marcin1111


Kapliczka na Górze Parkowej © marcin1111
\

Dane wyjazdu:
39.00 km 12.00 km teren
02:18 h 16.96 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 4

Piątek, 16 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Powroźnik - Wojkowa - Krynica
Z powodu upałów grupa dzisiaj postanowiła zostać w ośrodku, ja tego nie mogłem znieść i już od rana szukałem jakiejś trasy na wieczór +- 40km w terenie.
Postanowiłem jechać do Powroźnik na południe, następnie do Wojkowa pod granicę a następnie wzdłuż granicy jechać na południowy zachód do Leluchowa, stamtąd do Muszyny i asfaltem do bazy.
Wyjazd po 16, słonko jeszcze grzało mocno, szybko zajechałem do Wojkowa a stamtąd zaczęła się mordęga. Przywitał mnie dość stromy polny podjazd, a właściwie podejście. Co kilkadziesiąt metrów musiałem odpoczywać, słoneczko sadziło prosto w plecy i byłem caluśki mokrutki (dobrze że miałem spory zapas napojów). Miałem cały czas trzymać się żółtego szlaku aż do momentu kiedy będzie rozwidlenie i pojawi się szlak czerwony który biegnie wzdłuż granicy do Leluchowa - tutaj zaczęły się pierwsze problemy a mianowicie nie było czerwonego szlaku tam gdzie powinien być, na chwile gdzieś na drzewie się nawet pojawił ale później znikał, droga się kończyła i lipa, spędziłem na poszukiwaniach dobre pół godziny i już wiedziałem że nie zdążę zrobić całej trasy. Czerwonego nie znalazłem ale kierując się doświadczeniem wpadłem w bezdroża i szedłem w kierunku w którym na mój nos powinienem dojść do granicy a jako że słupki graniczne są numerowane (na mapie również) to dzięki temu pewnie zlokalizuje swoje położeni. I tak też się stało, po jakiś 2km błądzenia znalazłem słupek a zaraz potem czerwony szlak :D tylko wtedy już słoneczko zachodziło za wysokie góry, nie chciałem wracać bo bałem się że nie trafię z powrotem, więc pojechałem wzdłuż szlaku czerwonego tak jak planowałem. Po kilku kilometrach znalazłem odnogę która prawdopodobnie wiodła do Wojkowa od drugiej strony, z tą nadzieją zjechałem w dół i już po chwili znalazłem drogowskazy do wsi. W lesie minąłem jakąś grupę cyganów rozbijającą namioty, dziwny i niespotykany widok ;) . Z Wojkowa wróciłem do Bazy tą samą drogą.

?12817025062327

zdjęcia wkrótce...

Dane wyjazdu:
56.00 km 15.00 km teren
03:00 h 18.67 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 3

Czwartek, 15 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Muszyna - Wierchomla - Runek
Na dzisiaj osobiście przygotowałem trasę i wreszcie coś się zaczęło dziać, chłopaki dostali taki wycisk że chyba tego nie zapomną :D
Kierunek na południe do Muszyny
rynek w Muszynie © marcin1111

bardzo szybko bo ciągle w dół, z Muszyny cały czas główną trasą wzdłuż granicy i rzeki (czyli nadal w dół) do Wiercholmy.
koścółek drewniany © marcin1111

szosa © marcin1111

Po drodze jemy obiad (pierogi) i zbliża się godzina 15 czyli największe upały, ja zdążyłem sobie na jednym postoju uzupełnić zapasy wody ale reszta niestety nie, mieli coś tam jeszcze i twierdzili, że kupią napoje gdzie indziej. Ale później sklepu oczywiście nigdzie nie było, ukrop niesamowity, zero wiatru, zero chmur, chłopaki wysiedli bardzo szybko, więc pojechałem przodem poszukać jakiegoś sklepu, w końcu coś się znalazło, każdy zakupił sobie po 1,5 napoju plus wodę na drogę, a drugie tyle wypiliśmy przed sklepem ;). Smigneliśmy dalej aby niebawem zjechać na szlak turystyczny leśny, i dopiero tutaj zaczęły się trudności ponieważ w ciągu 7km musieliśmy wznieść się o jakieś 600m w górę na szczyt Runek, z chłopakami było ciężko.
Szlak na Runek © marcin1111

Szlak na Runek © marcin1111

Ja z Mariuszem dawaliśmy radę raczej bez problemu ponieważ zawsze co najmniej 2 razy dłużej odpoczywaliśmy niż Maciek i Tomek w oczekiwaniu na nich, poza tym Tomek zaczął okropnie marudzić i atmosfera zrobiła się dosyć nieprzyjemna bynajmniej dla mnie, dla tego aby nie denerwować się postanowiłem samotnie dokończyć trasę i wszystko było by wspaniale gdybym tylko nie zapomniał zabrać klucza od Mariusza do naszej bazy, efekt był taki, że 2 godziny musiałem czekać na resztę przed ośrodkiem, ale to było chyba i tak lepsze niż jechać z chłopakami i się wkurzać od tego marudzenia. Wracając do wycieczki, pod sam Runek wjechałem sam, to był chyba najlepszy podjazd jaki zaliczyłem w czasie tego wyjazdu.
Szlak na Runek © marcin1111

Szlak na Runek © marcin1111

Ów podjazd był trasą jakiegoś maratonu mtb ponieważ wisiały kartki na drzewach z kierunkami jazdy. Droga wyglądała mniej więcej tak: Wzdłuż drogi 2 rowy stworzone przez rzekę która musi tędy płynąć okresowo, w rowach dość duże kamienie a po bokach korzenie i zaraz drzewa a więc ścieżka dosyć wąska, podjazd najbardziej strony jak dotychczas, cały czas trzeba było wybierać którą stroną drogi jechać, czy wjechać w jeden z rowów i przeprawiać się przez kamienie czy też zaryzykować upadek i jechać przez wysokie korzenie na wąskim poboczu. Po kilkunastu minutach znalazłem się na szczycie, teraz zjazd taką samą drogą więc chyba jeszcze bardziej niebezpiecznie i jeszcze trudniej, na szczęście obyło się bez wypadku, rower także wyszedł bez szwanku, ani jedna dętka nie poszła. Od szczyru Runek do samego ośrodka zjeżdżałem w dół.
widok ze szczytu Runek © marcin1111

Reszta brygady zgubiła szlak i dotarła z dosyć dużym opóźnieniem, dla mnie był to najlepszy dzień wyprawy, dla reszty? No cóż, chyba nie bardzo, ale nie przyjechali naburmuszeni, więc humory musiały się poprawić odkąd ich opuściłem, Tomaszowi całkowicie poprawił się humorek po kąpieli i już wszystko było w normie ;)
podczas czekania na miejscu zrobiłem kilka fotek mojemu specjaliście:
specialized © marcin1111

mtb bike © marcin1111

mtb bike © marcin1111




Dane wyjazdu:
53.00 km 7.00 km teren
02:54 h 18.28 km/h:
Temperatura:
Podjazdy: m

Beskid Sądecki dzień 2

Środa, 14 lipca 2010 · dodano: 20.07.2010 | Komentarze 0

Dzisiaj w planach Jaworzyna, nie daleko, ale za to ciężko. Słonko oczywiście nie pozwalało o sobie zapomnieć.
Śmigamy rowerami przez Krynicę cały czas w dół aż do pierwszych i chyba jedynych świateł drogowych w tym mieście. Na światłach w prawo i teraz już nieustannie pod górkę, kiedy podjeżdżamy pod wyciąg gdzie zaczyna się szlak prowadzący na szczyt jaworzyny nasi dwaj nowicjusze decydują się na wjazd kolejką linową na górę, a nas zostawiają z podjazdem - no i bardzo dobrze - ja bym nie przeżył jak bym miał targać gdzieś na górę rower kolejką, jeszcze za to płacić a mieć możliwość wjazdu tam na rowerze ;) . Ale trzeba przyznać że koledzy dobrze zrobili bo nie dali by rady.

podjazd pod Jaworzyne Krynicką © marcin1111


No to puszczamy się szlakiem rowerowym pod górę, droga wije się dookoła góry, po przejechaniu może z 5 km dojeżdżamy do barierki i napisu: "surowy zakaz wstępu, wycinka lasu". I teraz mamy 2 wyjścia, wrócić się na początek i obrać szlak pieszy (gdzie wg. mojej mapy da się przejechać rowerem, albo skrócić sobie drogę i wspiąć się pod stok narciarski który niedawno mijaliśmy i dostać się na drogę która go przecina i później łączy się z szlakiem rowerowym który na początku obraliśmy, tyle że omija część zamkniętą dla turystów. Wybieramy opcję drugą pod namową Mariusza, który nie chce się wracać na początek - i to był największy dzisiejszy błąd. Słoneczko pięknie grzało na stok (widocznie nie był to stok północny tylko południowy) a my praktycznie pionowo wspinaliśmy się pod to targając za sobą rowery.

podejście pod stok narciarski w poszukiwaniu szlaku © marcin1111


Podejście pod stok narciarski w poszukiwaniu szlaku rowerowego © marcin1111


Kilometr pokonaliśmy w jakieś 1,5h i właśnie wtedy doszliśmy do tej drogi o której Mariusz mówił (zajęło nam to 3 razy więcej czasu niż jakbyśmy się wrócili i podjechali inną drogą). Jedziemy jeszcze jakąś godzinę, droga coraz bardziej stroma, przełożenie 1x3 i powoli, powoli do przodu.

Odpoczynek przed ostatnimi kilkometrami na Jaworzyne © marcin1111


Na szczycie czekają na nas znudzeni kompani (ale cóż, sami chcieli). Wcinamy razem po pizzie, kilka pamiątkowych zdjęć i ruszamy w dół.

Przed wyciągiem na Jaworzyne © marcin1111


Na Jaworzynie © marcin1111


Sam zjazd był bardzo fajny: trudny, techniczny, bardzo dużo kamieni, korzeni, luźnych gałęzi. Bałem się trochę o hamulce ponieważ jeszcze od poprzedniego wypadu nie zostały wymienione okładziny ale dały radę i dadzą jeszcze kilka dni, nowe klocki są w drodze i listonosz ma je dostarczyć pod adres schroniska w którym mieszkamy na moje nazwisko. Wracając do wycieczki. Po zjechaniu miałem spory zapas czasu, w oczekiwaniu na resztę wykonałem kilka telefonów do rodzinki. Po kilkunastu minutach reszta dojeżdża. Biorę od Mariusza klucz i śmigam na kwaterę. Reszta chciał jeszcze pozwiedzać trochę, jechać na rynek itp a mnie śpieszno było pod prysznic ;) . Kiedy wróciłem okazało się że klocki już na mnie czekają. Jako że pierwszy raz zmieniam okładziny w hamulcach dopiero testuję i szukam odpowiednich, pierwszy raz zakupiłem najtańsze jakie się dało - organiczne unex - 25zł. Jeszcze ich nie zmieniam, będę je wozić przy sobie, stare chce wykorzystać maksymalnie jak się tylko da. ;)



Dzień się kończy a ja na liczniku mam niecałe 30km - hańba mi jeśli przyjechałem na wycieczkę rowerową i będę robić tyle km dziennie. Z tą myślą wybrałem się samotnie na południe do Powroźnik, a stamtąd do Tylicza na północny wschód - jechało się genialnie, do Powroźnik cały czas z górki a stamtąd do Tylicza cały czas z wiatrem, powrót krótszą drogą na zachód od razu do Krynicy - 3km ostrego podjazdu a następnie drugie tyle ostrego zjazdu do Krynicy. Całość zajęła mi niecałą godzinkę, no i przynajmniej mogłem z zadowoleniem i ochotą drugi raz wskoczyć pod chłodny prysznic :D.